Dawno mnie nie było. A niosę same nieprzyjemne wieści.
W lutym swój weekend ferii spędzała u mnie 13letnia siostrzenica.
Świetnie się bawiłyśmy, pierwszy raz miałyśmy okazję spędzić tyle czasu
razem, poznać się bliżej.
Planujemy kolejne tego typu spotkania.
Jednak ten weekend przyniósł i nieprzyjemne wieści. Nagle zmarł mój
chrzestny. Trzeba tu zaznaczyć,że nie był to typowy chrzestny, który na
I komunię kupi rower a na osiemnastkę przyniósł kasę. Był to prawdziwy
ojciec. Taki, który nauczył mnie prowadzić auto czy wspierał, kiedy
mój tata nie był już w stanie. Na zawsze pozostanie w moim sercu.
I sprawa z A. również nie niesie miłych wieści. Nadal jest w moim
mieście,a jego wyjazd nie jest pewny. Spędziliśmy ze sobą cudowne 4
miesiące, aż tu nagle, niespodziewanie, minionego wtorku wszystko
skończył. Prawdę mówiąc powód nie jest mi do końca znany,ale obiecuję
sobie go z niego wyciągnąć - kiedyś. Wykluczam udział osób trzecich.
Bardziej oscyluję przy tym,że boi się,że nasz związek i tak by nie
przetrwał odległości.
Przeżywam to bardzo boleśnie. On, poproszony o nie utrzymywanie
kontaktu nie odzywał się. Od czwartku do dziś. Zapytał jak się czuję,
jak się trzymam,że bardzo żałuje,że mnie skrzywdził i tego typu rzeczy
sprawiające,że nie wiem co czuć. I że ma nadzieje,że czas pokaże,że ta decyzja była dla nas najlepsza.
Nie ukrywam,przywiązałam się do tego człowieka. Dał mi wiele szczęścia. Pozwolił zapomnieć o katuszach ostatniego związku.
I nagle bum... Może dlatego tak cięzko mi się pozbierać.
Wesołych Świąt!
Znowu motam. Znowu pojawia się w moim życiu kilku mężczyzn. Znowu komplikuję sytuację sama nie wiedząc czego, kogo chcę.
Znowu wydam się osobą, której życie krąży wokół kolejnych wzlotów i upadków miłosnych, ale muszę to napisać.
Być może w ten sposób będzie mi łatwiej cokolwiek uporządkować.
Zaczynając od początku. Sylwestra spędziłam z P. chłopakiem, który chciałby związku. Wie już jednak,że ja tego nie chcę. Dlatego kontakt ograniczył się do wymiany kilku zdawkowych zdań. Przykro mi, ale nic nie czuję i wiem, że nie poczuję.
Chwilę przed 24 zadzwonił S. mieszkający w Grecji ( nasza znajomość sprowadza się do facebooka, gadu-gadu i skype).
Chciał być ze mną w chwili kiedy wchodzę w Nowy Rok. Chwilowo byłam zauroczona tym człowiekiem, jednak muszę patrzeć na życie racjonalnie. Spotkamy się w połowie lutego. Możliwe,że spędzimy kilka dni razem, ale co dalej?
Związek na odległość ( i to na tak ogromną) nie będzie miał sensu.
Być może,a raczej z całą pewnością, duży wpływ na stosunek do całej sytuacji ma znajomość z A. Spotykamy się od połowy grudnia. Wylądowaliśmy w łóżku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Trzyma za rękę, przytula, całuje przy ludziach. Zabrał mnie do swojego miasta. Poznał ze swoim bratem. Powiedział o mnie swoim rodzicom. Uwielbiam jego towarzystwo. Jednak... Wiem,że wyjedzie. I to już całkiem niedługo. Wróci do miasta w którym studiuje. Jest tutaj w delegacji z pracy.
Wmawiam sobie, że jest to osoba, która zwyczajnie zapełnia mój czas. Jednak za każdym razem kiedy pomyślę,że coraz bliżej do terminu jego wyjazdu robi mi się smutno. Przyzwyczaiłam się,że jest. Zdaję sobie sprawę,że ta znajomość z czasem wygaśnie. Nawet jeżeli zdecydujemy się na rzadkie spotkania, to przyjdzie taki dzień, kiedy zrozumiemy, że zwyczajnie nie da się być razem.
Jednak, jak sam prosił - cieszymy się tym, że możemy jeszcze pobyć razem. Martwić będziemy się później.
A dzisiaj, według kalendarza juliańskiego świętujemy kolejnego Sylwestra.
Już się nie mogę doczekać!
Ja, moi znajomi, rosyjska muzyka!:)
I żadnego z wyżej wymienionych mężczyzn. I powiedz sobie Zagwozdko dość - nie poznawaj już nikogo.
A w sesji tylko jeden egzamin - z psychologii.
Analiza tego co było.
I-V Nowy Rok rozpoczęty w ramionach pana M. 9 miesiąc naszego związku. Bardzo burzliwego związku. Zamieszkaliśmy razem. Coraz więcej kłótni.
Coraz więcej rozczarowań. Stałam się dla niego marionetką, którą można wykorzystać kiedy tylko ma się na to ochotę.
Posprzątane. Wyprane. Ugotowane - a zawsze za mało. Przestałam być dla niego atrakcyjna. Atrakcyjniejszy okazał się alkohol. Z nim nie miałam szans. Nawet jeżeli dałam się poniżać, wyrzucać z domu, bić... To było nadal za mało. Nie byłam taką, jaką chciał abym była. Za malo ładna. Za gruba. Za głupia.
Z tym ostatnim się zgadzam, bo przecież mądrzy ludzie nie pozwalają sobie na bycie koalkoholikiem.
O zgrozo! Nadal nim jestem, nadal oprócz oburzenia i strachu na jego widok - mam ochotę przeprosić, przytulić się.
Peja - KC. Kiedyś ta piosenka pokazywała mi,że M. jest człowiekiem, który mnie kocha. W sumie sam mi ją puszczał kiedy chciał powiedzieć - Kocham. A dziś, żałuję, że okazał się takim skurwysynem, który wbrew tekstowi piosenki potrafił zrobić krzywdę.
Ta psychiczna nie może się równać z siniakami na ciele.
Uroniłabym łezkę myśląc o tym jak się zmienił na gorsze, ale czy się zmienił? Raczej pokazał jaki jest.
Kochał albo chciał kochać. Nie umiał. Może to głupie, ale brakuje mi go. Brakuje mi tych chwil kiedy byłam dla niego wszystkim.
Rozdział zamknięty. Zasługuję na lepsze życie.
VI. 22 urodziny i decyzja o rozstaniu. O tym,że nie mogę więcej pozwolić sobie na takie traktowanie. Decyzja o tym, że czas najwyższy zacząć żyć godnie. Tak jak przystało na człowieka.
VII. Nagła śmierć kuzynki.
VIII. Spełniło się moje marzenie, wyjazd na Krym :) Chcę jeszcze.
IX. Obroniłam tytuł licencjata filolologii rosyjskiej.
X. Zaczynamy studia magisterskie.
XI. Sprawa z Panem R. człowiekiem, który wydawał się być idealny. Taki do rany przyłóż. A jednak. Zrobił sobie ze mnie tą drugą.
XII. Święta w coraz mniejszym gronie rodzinnym. Przy stole zostali rodzice, siostra, druga z rodziną i babcia. A na Sylwestra pozwoliłam się zaprosić, koledze, który od urodzin koleżanki zabiega o spotkanie. No cóż, coś mi się od życia należy.
Obyło się bez sprzedaży samochodu, a za niewielkie pieniądze laptop zrobiony jak nówka sztuka.
Do siego roku!
No to Święta. Macie taką samą świadomość jak ja,że jeść to trzeba tylko oczami?
Może w przyszłym roku się uda.
Sylwester spędzę w gronie bliższych i dalszych znajomych - sami single. Parom w tym roku dziękujemy.
Tego właśnie mi potrzeba, nie patrzeć na ludzi, którzy mają miłość. Bez niej również życie jest cudowne!
A co do życzeń nieskazitelnie królują te :
Mieszkanie jest super. Znajomi zazdroszczą - ja sobie też. Współlokatorzy sympatyczni.
Od miesiąca mam kurnikowego kolegę, pana S. mieszkającego w Grecji, z którym rozmowy przez gg robią się coraz intensywniejsze.
Jest i pan K. obecnie przebywający w Holandii, który chce spędzić ze mną Sylwestra.
A i na sobotnich urodzinach koleżanki poznałam pana P., który zabiega o spotkanie.
I na co mi ktoś taki jak R. ??
Ogólnie żaden z tych Panów, nie jest mi do życia potrzebny. Są przyjemnym urozmaiceniem samotnych wieczorów.
Czasami lepiej cieszyć się z tego co się ma. Nie ma co gonić za czymś, co może okazać się nierealne. I czekać, nie angażować się. Życie samo pokaże co jest lepsze.
skomentuj (11)
Od dawna zajadam się cytatami Paula Coelho. Wchodzi mi to w krew. M
yślałam o tym, że druga wybranka R. powinna wiedzieć co z niego za gagatek. Jednakże facebook'owe aluzje nie dały jej nic do zrozumienia. Bez ogródek przyznała się, że wpadła po uszy i nie zamierza z tego rezygnować. Czeka ją zimny prysznic. Śladami wspomnianego już Pana P. "[...] do ludzi nigdy nie trafia, co im się mówi, muszą odkrywać to sami" - dla mnie sprawa jest zakończona.
W środę minął trzeci tydzień jak pomieszkuję na materacu w kawalerce koleżanki. W sobotę, o to już jutro ? ( udam,że nie odliczałam dni). Przeprowadzam się do "siebie". Remont ukończony,a ja zamieszkam sobie w centrum toruńskiej Starówki. Za sąsiada mam Mikołaja Kopernika. A na wydział całe 3 minuty piechotą. Żyć nie umierać :).
Co za tym idzie czekają mnie nowi współlokatorzy, ( nie umiałabym mieszkać sama, swój pokój w stu procentach mi wystarcza ).
Skład : 2 chłopaków z dziewczynami, jeden singel i ja. Chłopcy, kelnerzy z pobliskiej restauracji. Miejmy nadzieję, że będzie przynajmniej na co popatrzeć :)
I mam przeczucie, że ta zmiana otoczenia wyjdzie mi tylko na plus.
Idę dziś na kawę z mężczyzną, którym nie jest R. W końcu jestem kobietą! I chyba zgoła nienajgorszą ;)
skomentuj (10)
Uf.. Nie wiem dlaczego,ale notki pisane na temat R. przychodzą mi z trudnością.
Spotkaliśmy się w ten weekend, zachowywał się jakby poza mną świat nie istniał. Sprowadziłam do tematu spotykania się z kimś jeszcze. Porozmawialiśmy na temat Tej drugiej. Powiedział mi,że spotkał się z Nią kilka razy,a Ona się zakochała, że nic dla Niego nie znaczy. Cieszył się,że możemy spędzać czas razem. Cudownie nie? Czuć się dobrze w ramionach człowieka, który szepcze "Jesteś cudowna". A wszystko to jedno wielkie gówno! Gówno prawda!
Zrobił jeden błąd, a w moim świecie niepewności i niezrozumienia była to jedyna szansa na to by dowiedzieć się prawdy.Zostawił mnie sam na sam ze swoim telefonem. Z jej cudownymi smsami wychwalającymi R. pod niebiosa. No tak, przecież dziewczyna się zakochała, to co się jej dziwić? A sam? Sam nie jest jej wcale dłużny. Wygląda na to, że są razem. Uderzyło! Ale czy zabolało? Popłakałam i szczerze znienawidziłam człowieka, który uświadamiał mi,że jestem wyjątkowa, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Jasne, nie skrzywdził, nie chciał przecież związku, jednak zapomniał wspomnieć o tym najważniejszym aspekcie dlaczego nie.Nie przyznałam się do swojego odkrycia, oznajmiłam mu tylko,że dzisiaj widzimy się po raz ostatni. I nawet się śmiałam. Udowodniłam sobie,że On nic dla mnie nie znaczy.A i chyba zapomniałam wspomnieć,że zapraszał mnie na zimowe ferie w góry? Uwierzcie mi, że jeszcze wczoraj pisał/prosił żebym z Nim pojechała.
Ajć!
Jest coś czego nie potrafię zrozumieć, poznał mnie ze swoimi znajomymi. Moich poznał również - Oni też dali się nabrać. Chodził ze mną za rękę. Przytulał na imprezach. Był zazdrosny o facetów, którzy na tych imprezach mnie podrywali. Zabierał mnie do kina i na kolację. Mówił,że chciałby, aby jeśli kiedyś będzie miał żonę była taka jak ja. Czy grał? Nie wyglądał na człowieka, który gra. Więć dlaczego to wszystko? Ale jedno co z pewnością zrozumiem to
KONIEC NIEPEWNOŚCI ! :)
Nie ma we mnie nienawiści ani żalu, jest tylko świadomość własnej bezużyteczności.
— Paulo Coelho
Piąta Góra
Spotkania z Nim są bardzo przyjemne. Czuję się wtedy wyjątkowa, niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.
Jednak zaczyna mi na Nim zależeć. Rozmawialiśmy o tym, mówił,że ma podobnie, ale,że mamy się nie spieszyć.
Niestety, ja jestem już w takim momencie, że łatwo będzie mu mnie skrzywdzić. Jest cudowny, kochany.
I wiem,że spotyka się z kimś jeszcze. Podpowiada mi to intuicja i kilka innych rzeczy. I ok, przecież ma do tego prawo.
A mnie to boli.
Boli, ponieważ sam pozwolił byśmy się do siebie zbliżyli.
I jak zwykle w takim momencie chce się wycofać. Chcę nie czuć nic. Nienawidzę niepewności. Nienawidzę odrzucenia.
Płaczę....
Mam jasność.
Oznajmił,że nie jest gotowy na związek,ale równocześnie nie wyobraża sobie stracić ze mną kontakt.
No i podoba mi się to. Ja również, pomimo tego,że potrzebuję kogoś blisko umarłabym ze świadomością, że mogę spieprzyć związek.
Znajomość bez seksu.
Co dalej?
Poczekamy.
Ps. I przy kolejnym spotkaniu nie jest już dla mnie widowiskiem jak siódmy cud natury. Jest to smypatyczny, przystojny mężczyzna.
Kocham mieć pewność. Kocham wiedzieć na czym stoję.
Do normalności powracam.
Dorosłe Strumyki (czyli Prawie Małe Rzeczki) wiedzą bardzo dobrze, że nie ma pośpiechu. Któregoś dnia i tak dostaną się tam, gdzie trzeba.— Alan Alexander Milne
Poznałam kogoś. Jeśli nic z tego nie wyjdzie. To się chyba pokaraskam!
Pokaraskam się, bo nadal nie potrafię zwalczyć w sobie manii szybkiego angażowania się.
Jeśli znowu dostanę kopa w dupę, to przysięgam POKARASKAM SIĘ!
I to nie z powodu, że ukradziono mi torebkę, wraz z całą jej zawartością.
A z tego, że znowu jestem naiwna.
Mój pesymizm bierze górę, kiedy nie jestem pewna co dalej.
Znamy się 4 dni, a ja już wariuję.
Czy ja nie mogę zwyczajnie cieszyć się, że chociaż przez chwilę jestem traktowana jak upragniona kobieta?
Czy od razu muszę widzieć czarne scenariusze? Czemu nie mogę uwierzyć w siebie?
I czy ja muszę się bać, że wszystko spieprzę?
Lecz się Zagwozdko!
skomentuj (9)
Pierwsze dni studiów poświęciłam na to, co studentowi jest do życia niezbędne - imprezy. Spotykanie się ze znajomymi, których dawno się nie widziało, poznawanie nowych ludzi. A od tygodnia oddaję się namiętnie nauce. Mam tyle roboty, że nie wiem w co ręce włożyć, ale przecież ja to kocham. Kocham te studia!
Dzisiaj dowiedziałam się,że mam kuzyna. A raczej, że miałam. Zmarł. Nic więcej o nim nie wiem.
A na zakończenie, to co, moja filologia kocha najbardziej.
Wypijmy За тех кто думают, что мы здесь учимся =)
skomentuj (1)
Pierwszy studencki obiad na magisterce zrobiony i zjedzony. Naczynia pozmywane. Katuję sąsiadów piosenką Kings of Leon Use somebody w wykonaniu Antoniego Smykiewicza. Jestem zauroczona, a jeżeli ja się zauroczę zagranicznym utworem, który nie pochodzi z Rosji,to wiszę mu mega uznanie.
Wieczorem Babcisynek w towarzystwie przesympatycznego kolegi.
A jutro pierwsze zajęcia.
To miasto napawa mnie ogromną energią. A widok z 9 piętra bezcenny.
Czuję, że żyję!
skomentuj (5)
Niech no ja sobie przypomnę kiedy ja tu ostatni raz tu byłam!
A! Z eks'em nie utrzymujemy kontaktu. Pisałam czasami co u niego, chętnie odpisywał, ale żadnej inicjatywy z jego strony. To już umarło. Cieszę się. Ja również zamknęłam ten rozdział.
Co do Pana pociągającego. Stało się, uprawialiśmy seks. Później rozstał się ze swoją dziewczyną. Przeze mnie? Nie wiem. Niczego mu nie obiecywałam.Być może było mu to potrzebne do podjęcia tej decyzji. Kontakt przycichł.
Pojechałam na Krym. Były to najwspanialsze wakacje w moim życiu. Jadąc nie znałam nikogo, wróciłam z paczką ciekawych znajomych. Z niektórymi utrzymuję kontakt. Wódka lała się co wieczór, na szczęście w alkoholizm nie wpadłam.
Przeżyłam nawet psychiczny romans. Tak, tylko psychiczny, ponieważ On, ma syna dwa lata młodszego ode mnie i żonę. Spędziliśmy wiele czasu na rozmowach, wspólnych kawkach, czy spacerach po Ukrainie. Ot, tyle. Jednak będę wspominać tego mężczyznę z pewnością bardzo długo - pokazał mi nowe aspekty mnie samej.
Warto wspomnieć o tym,że obroniłam tytuł licencjata. Od wtorku rozpoczynam studia magisterskie, a więc powracam do życia w mieście, w którym żyłam przez ostatnie 3 lata. Jednak wracam do miasta, do znajomych, nie do Niego.
Poznałam kogoś. Mężczyznę 8 lat starszego. Spotkaliśmy się raz, od tamtego czasu co jakiś czas rozmawiamy przez telefon. Planujemy spotkać się po moim powrocie. Co będzie?
Na ten moment niczego nie ustalam, ale mimo wszystko warto było o nim wspomnieć.
Dzisiejszy dzień zaś jest dla mnie bardzo trudny. Byłam na pogrzebie. Zmarł znajomy znajomych. Spotkałam Go kilkakrotnie jednak wiem,że nie byłam mu obojętna. Mając swoje 28 lat nigdy nie był w związku. Każdego zaskoczyło Jego zachowanie w stosunku do mnie. Powiem szczerze, że dziś, kiedy to płaczę za osobą, której praktycznie nie znałam, jest mi ciężko. Czy On też nie był mi obojętny? Tego już pewnie nigdy się nie dowiem.
Notatka może być etycznie niepoprawna, dlatego nie zdziwię się,gdy ktoś z Was mnie potępi.
Ja sama jednak, niczego nie żałuję.
Po rozstaniu z M. nie odzywaliśmy się do siebie przez miesiąc. Zadzwonił bym odebrała resztę swoich rzeczy. Moim błędem było to,że zabierając kartony pozwoliłam zaprosić się na herbatę. Powróciły wspomnienia, ale nie bicia, poniżania, wyrzucania z domu,czy traktowania jak ścierwo. Powróciły wspomnienia z początków naszego związku, kiedy było nam ze sobą cudownie. Spędziliśmy ze sobą noc, ciężko było nam się roztać. Cieszyłam się jak małe dziecko,że znowu jestem dla niego kimś ważnym. I co, pewnie uważacie,że do siebie wróciliśmy? To słuchaj dalej. Obiecaliśmy się sobie nie spieszyć. Pojechał na wakacje. Ja przeżywałam w domu koszmar.
Zmarła moja kuzynka. Kobiecie, która ma 49 lat stwierdzono grypę. Lekarze, helikoptery, śpiączka, oczekiwanie. Mózg umarł.Zmarła na wylew tętniaka.Potrzeba było zaledwie 3 tygodni. Nadal przechodzą mnie dreszcze, nadal nie wierzę.Jak to mówi jej pięcioletnia wnuczka " Babcia nie umarła,babcia siedzi z aniołkami i patrzy na nas, dlatego nie można się smucić i płakać. ...
Wracając do tematu M. spotkaliśmy się w zeszłym tygodniu. To już nie było to samo. Wypiliśmy po piwie i do domu. Wtedy zrozumiałam,że już nic z tego nie będzie. On, będąc na wakacjach przeżył przelotny romans i moim zdaniem to go wyleczyło.
Suma sumarum, cudownie jest, że ja też nie wyczekuję jak zadzwoni,napisze, albo, że się spotkamy.
Nauczyłam się,że moje życie wygląda inaczej, a to wcale nie oznacza, że gorzej.
Co wieczór spotykam się ze starymi,albo z nowymi znajomymi. Korzystam z wakacji!
Co do starych znajomych, to spotkałam się z moją chwilową miłością z gimnazjum. Chociaż kontakt utrzymywalśmyznacznie dłużej.
Spędziliśmy walentynki minionego roku wspólnie. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Oboje na chwilę zapomnieliśmy, że zostalismy skrzywdzeni.
Ponownie spotkaliśmy się w tą niedzielę. Zaprosił mnie na herbatę, zawsze lubiłam z nim rozmawiać. Jednak żegnając się poczułam,że mam na niego mega ochotę. Tak miałam ochotę zwyczajnie go przelecieć. Wczoraj wpadł do mnie na herbatę. I co? Okazało się,że on ma jeszcze większą ochotę na mnie niż ja na niego. O mały włos doszłoby do czegoś więcej, nie doszło.
On jednak jest ponownie w związku, który opłakiwał w te pamiętne Walentynki. Zawsze uważałam,że niemoralne jest rozbijanie związków. A zdrada, to jedna z najgorszych możliwych plag świata - o niej przecież napisałam pracę licencjacką. A teraz jak jest?
Totalna pustka! Nie czuję nic! No... może oprócz tego,że .... mam ochotę iść z nim do łóżka! Pociąga mnie jak nigdy wcześniej. Boję się z nim więcej spotykać, bo nie wiem jak to mogłoby się zakończyć. Zostawiam tą sprawę,aby sam ją rozwiązał.
Jednak drugi aspekt tej opowieści. W końcu pociągają mnie inni faceci!!!!! :):)
Już w poniedziałek wyjeżdżam na Krym. A od wczoraj mam wolne mieszkanie, wpadnie ktoś?
Ps. Schudłam 3 kg ;-).
Mijają kolejne dni,a ja czuję się coraz lepiej.
Oczywiście nie jest jeszcze cudownie, ale wiem, że wszystko przyjdzie z czasem.
Dzięki M. straciłam poczucie własnej wartości. Z czasem jego narzekania na mój temat a przede wszystkim na wygląd zaczęły być czymś normalnym. Jednak odbiło się to na mojej samoocenie. Słowa, które miały motywować do dbania o siebie sprawiały, że czułam się coraz gorzej, ale z motywowaniem nie miało to nic wspólnego.
Powoli zaczynam zwracać uwagę na to jak się ubieram, systematycznie chodzić na basen. Zaczynam uśmiechać się do ludzi. Wczoraj założyłam sukienkę, pierwszy raz od kiedy go poznałam i pomimo tego, że bałam się wzroku ludzi czułam się dobrze sama ze sobą.
Samotne wieczory już tak nie bolą. Jednak nie potrafię jeszcze jednego.
Kiedy pojawiam się w mieście,w którym mieszka, a zwłaszcza w okolicach jego domu, boję się spotkać Go, albo jego ojca. Niestety od ich domu,a mojej szkoły to przysłowiowy rzut beretem. Staram się patrzeć przed siebie, chociaż wzrok i tak mam rozbiegany. Wiem, że kiedyś takie starcie nastąpi, ja jednak pragnę by odwlekło się to na tak długo, aż wreszcie poczuję się świetnie we własnej skórze.
Mimo wszystko cenię w sobie to, że nie tęsknię. Z resztą za czym tu tęsknić ? Za poniżaniem, biciem czy alkoholem? Nie warto.
Ps. Sesja zdana.
Ps. 2. W sierpniu zrobię coś dla siebie - Jadę na Krym!